Na koniec długiego weekendu odrobina kultury. Tak, znowu znalazłam jakąś promocję na bilety... Ale tym razem mieliśmy super miejsca, a i przedstawienie było całkiem niezłe. Porządna dawka angielskiego humoru.
Zapakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy w poszukiwaniu ładnych widoków. Znaleźliśmy taką wysepkę z latarnią.
I malowniczy cmentarz z ruinami kaplicy.
A w Cobh natknęliśmy się na różne gadżety związane ze statkiem Titanic. To dlatego, bo Cobh było jednym (chyba ostatnim) z przystanków w dziewiczym rejsie Titanica.
W piątkowy wieczór zaraz po pracy popędziliśmy na lotnisko i już przed północą zasiedliśmy przy stole z rodziną Ciężkich w Cork na południu Irlandii. A że zaopatrzyliśmy się odpowiednio w strefie bezcłowej to było co przy stole robić...;)
No dobrze, nie wygraliśmy tym razem, ale i tak jestem na maksa dumna, że po raz pierwszy mój projekt był nominowany w międzynarodowym konkursie PR-owskim. A dokładniej nominacja w jednej z kategorii , a w innej dostaliśmy Certificate of Excellence. Tak więc może nie wróciliśmy ze statuetką, ale konkurencja była duża, chyba 3,000 zgłoszeń z całego świata czy jakoś tak - nie słyszałam dokładnie, bo Libby po kilku kieliszkach wina ciągle powtarzała, jaka jest ze mnie dumna...;)
Tak było dokładnie 12 miesięcy temu (powyżej), a w tym roku, tak zupełnie znikąd (poniżej), Dorota zostawiła kangury w spokoju i przyleciała, i na dodatek zostaje na dłużej!! Hura! I bardzo jestem z niej dumna i w ogóle strasznie się cieszę, że tu jest:) No i nie mogę się doczekać wizyty na planie...
Aż trudno w to uwierzyć, że w Londynie też może być tak naprawdę gorąco! Więc tak jak cała reszta mieszkańców miasta spędziłam cały dzień w parku. Zapotrzebowanie na zieloną trawkę było bardzo duże i nawet (świeżutko odnowiony) maleńki skwerek na Brixton był cały zajęty.
Sobotni wieczór w moim ulubionym Ritzy na Brixton: i film dobry, i sesja Q&A z reżyserem i dużą częścią obsady była super - wszyscy byli bardzo zabawni i w ogóle. Choć czasem w trakcie filmu to aż wstyd było się śmiać...
Poszłam do lokalnego Tesco, a tu taka niespodzianka: Prince Polo rzucili!!! Od dawna mieli bardzo dużo polskich produktów, ale z jakiegoś powodu ciągle nikomu do głowy nie przychodziło, żeby sprowadzić Prince Polo. W końcu kogoś olśniło. I zrobiłam dzisiaj idealne zakupy:)
No to teraz już na pewno zostajemy... Sorry Babcia...
Gotan Project w Brixton Academy - najfajniejsze jest to, że to właściwie zaraz po domem. I koncert też niezły. W życiu nie widziałam żadnego z ich teledysków, tylko ich słuchałam, więc fajnie było ich po raz pierwszy zobaczyć. Za to Pawłowi najbardziej się podobało, że jeden z nich wywalił się na końcu przy brawach...
Kolejny powód dlaczego tak bardzo lubię Londyn: człowiek idzie sobie na otwarcie wystawy w galerii fotografii, a tu nagle zostaje wciągnięty do fabryki malowania paznokci, żeby pomóc szkole kosmetycznej pobić rekord Guinnessa. I w ten sposób załapałam darmowy manicure. Lubię pomagać innym:)
Dzień jak co dzień. Libby też wychodzi za mąż w tym roku i właśnie przyszła do niej olbrzymia paczka z butami i oczywiście było trzeba któreś wybrać. Natychmiast. Wszyscy zostaliśmy zaangażowani w ten proces i spośród kilku różowych par wybraliśmy...różowe:) Przyszła też sukienka dla bridesmaid - oczywiście też różowa:)
I just watched Bad Lieutenant thanks to See Film First and I have to say, the film is excellent. Just as well, I can understand why quite a few people left the cinema. The story focuses on a very bizarre character and a few scenes might have been too much for people expecting a regular thriller. But it’s a film by Werner Herzog, so you really can’t expect anything normal! Nicholas Cage plays a cop in New Orleans with a back problem who develops a drug addiction. Perhaps this doesn’t sound like a most exciting story ever, but well done to Herzog; one of his best films in a while, a few amazing memorable scenes. He can really get the best out of his actors. I’m not a big fan of Cage, but it’s great to see him in such a role – definitely his best performance since Leaving Las Vegas. Ok, will say it, it might be an award winning performance.
For a nice dinner, go to Outsider, but you might want to book a table earlier. If you feel adventurous and want to remind yourself of student years, Monster Mash Cafe is your place. For a quick fix, go for a yummy roll at Oink Hog Roast. And for a tea and apple strudel The Hub in another transformed church is perfect.
And a few bars worth mentioning: super cosy Last Drop with its genius idea of giving people chalk to write on boards in the ladies’ toilet, White Hart Inn for being just normal, The Oxford Bar for being Ian Rankin’s Inspector Rebus’ favourite hunt and all red Kay’s Bar for good selection of ales and great atmosphere.
In terms of accommodation, it’s not easy to find bargains in Edinburgh and we opted for serviced apartments. Ours was located on Broughton Road (please note they have apartments all around the city and the quality varies, so people staying somewhere else, or even in a different room, might have a completely different opinion about them...), which was very convenient because of its proximity to Tesco. Really important if you’re staying for a few days and want to feel a bit like at home and buy snacks, wine, etc. Apartments are not luxurious, but good value for money. We had a small but comfortable room with all we needed and a garden just in case it was sunny. It wasn’t.
Chodząc ulicami Edynburga można się natknąć na wiele ciekawych osób. Niektórzy ciężko pracują witając gości hotelowych lub zbierając pieniądze na cele charytatywne.
Inni zabawiają turystów reklamując chipsy.
A inni po prostu chleją pod zamkiem po meczu. I tak, nie mieli nic pod spodem. Wiem, bo jak siadali to naszym oczom ukazał się przerażający obraz...