Urządziłyśmy sobie wycieczkę śladami Banksy'ego podziwiając jego dokonania na ścianach budynków. Szkoda tylko że inni nie potrafią tylko podziwiać i musieli zniszczyć jego pracę dopisując/domalowując jakieś głupoty...
Przy tym następnym należą mu się dodatkowe gratulacje za stworzenie tego na bardzo małej przestrzeni nad brzegiem kanału. Aż dziwne że się do niego nie ześlizgnął...
No i przy tym ostatnim już się bardzo wkurzyłam, ponieważ jakiś idiota zamalował plastikową torebkę Tesco powiewającą nad głowami dzieciaków niszcząc tym samym sens tego graffiti.
Jakbyśmy się nie nachodzili wystarczająco w sobotę to tak na wszelki wypadek wybraliśmy się w niedzielę na spacer po klifach...
Widoki bardzo ładne, ale przypłacone niesamowitym bólem nóg. Odegramy się na Agnieszce jak do nas przyjedzie:)
Za to potem się nasiedzieliśmy - dodatkowe cztery godziny na lotnisku...
W weekend wybraliśmy się ponownie do Irlandii, tym razem tej niepodległej, odwiedzić Agnieszkę w Dublinie. Przy okazji spotkaliśmy się z kilkoma innymi znajomymi, między innymi z Olgą.
Agnieszka mieszka zaraz obok browaru Guinness, więc to właśnie tam zaczęliśmy zwiedzanie. Jak zresztą wszyscy turyści... Tutaj pozujemy wraz z parasolką, którą dostaliśmy do potrzymania od przechodzącej wesołej grupy świętującej 'coming out' jednego z uczestników...
Po kilku piwach było trzeba się przyjąć lekką przekąskę w postaci kilograma frytek...
A potem już tylko chodzenie po mieście, spotkania na kolejne piwa i poznawanie uroków Dublina.
Sezon turystyczny w pełni i na występach gościnnych mieliśmy Karolinę i Ryana, z którym większość czasu spędziliśmy w pubach ze względu na typową letnią pogodę - tak jakoś deszczowo trochę było...
Jak tylko słonko się wychyliło to ruszyliśmy w poszukiwanie studia gdzie nagrywali Beatlesi. Podpis Ryana na murze jest jednym z tysięcy regularnie zamalowywanych przez właścicieli budynku;)
Koleżanka zorganizowała poszukiwanie skarbów Londynu i cały dzień spędziliśmy chodząc po całym mieście i szukając wskazówek prowadzących nas w sumie nigdzie. Mieliśmy również do wykonania różne zadania, w tym między innymi wpakowanie jak najwięcej osób do budki telefonicznej. Udało nam się zmieścić tam osiem osób, co ponoć wcale nie jest rekordem świata. Ta zmiażdżona koszulka w paski to Paweł...
Doszłam do wniosku, że chyba już tu trochę długo jesteśmy... Niektórzy odwiedzają nas już drugi raz. W tym tygodniu Agata wpadła ponownie, za dwa tygodnie kolejna powtórna wizyta. A znowu inni nawet raz się jeszcze do nas nie wybrali! Pakować się i przyjeżdżać!
Tylko nie wszyscy na raz proszę... :)