Poszliśmy sobie na zakupy i zahaczyliśmy o New Bond St, gdzie wszystko nieco bogaciej wygląda i samochody też takie inne jeżdżą, np. sportowy Rolls-Royce. Nawet poważni panowie z marynarkach przystawali, żeby zdjęcie mu cyknąć...
Temat kryzysu nadal w mediach na okrągło, ciągle te same obrazki reklam nieruchomości na sprzedaż. Aż postanowiłam cyknąć własne zdjęcie, bo miałam już dosyć tego jednego obrazka nadawanego przy każdej okazji przez BBC.
Zostaliśmy zaangażowani w drobne prace nad dziećmi typu spacer, układanie klocków, pisanie literek, no i karmienie oczywiście. Na szczęście było można to popić:)
Na weekend majowy wybraliśmy się w odwiedziny do mojej kuzynki Agnieszki mieszkającej na południu w Hythe niedaleko Southampton i parku narodowego New Forest znanego z biegających na wolności koni, kucyków i osłów.
Pierwszy lot do Londynu wykonaliśmy liniami Centralwings - mieliśmy godzinne opóźnienie. Mama Pawła również wybrała te linie i zaliczyła dodatkowe półtorej godziny siedzenia już w samolocie na lotnisku w Warszawie. Ale w drodze powrotnej chłopaki dali już czadu, bo lot odwołali i dopiero w piątek będzie mogła wylecieć.
Centralwings plajtuje, prawda? Najwyższy czas. Istne dno...
Zwiedzanie zamku Windsor nie jest tanie, ale chyba nawet warto zapłacić tę cenę, bo pokazują naprawdę sporo. Można zobaczyć samoloty lądujące na Heathrow, spory stół biesiadny przy którym ostatnio siedział prezydent Francji z nową ulubienicą mediów brytyjskich Carlą Bruni, no i oczywiście wyczyszczone na mega błysk buciki.
Z Eweliną ostatnio widziałyśmy się jakoś w okolicach matury, ale jak już wiemy wszystkie drogi prowadzą do Londynu gdzie obie teraz mieszkamy i w końcu nawet udało nam się spotkać:)
Pierwsza podróż służbowa Pawła w nowej pracy w kierunku wschodnim - do Warszawy... Będzie świeża dostawa wafelków Prince Polo:)
Ale najpierw odjazd z olbrzymiego St. Pancrass. Spokojnie, pociągiem jedzie tylko na lotnisko...
Banksy skrzyknął grupę niezłych graficiarzy z całego świata i zorganizował Cans Festival w starym tunelu Eurostaru. Ta unikalna (rzadko tego słowa używam, ale w tym przypadku naprawdę trzeba) wystawa była dostępna tylko przez trzy dni, więc dzikie tłumy ciągnęły i w kolejce staliśmy chyba dwa godziny. Ale było warto:) Już teraz mówi się, że to wydarzenie roku w Londynie, gdzie przecież trochę się dzieje....
Więcej zdjęć będzie można zobaczyć w majowym albumie.
Wycieczka majowa była nad morze na południe Anglii do Hastings. Plaża, ruiny zamku, stare miasto, wioska rybacka, no i nowsza część miasteczka z kiczowatymi salonami gier i mini golfem. Trafiliśmy akurat na najazd celtyckich grup tanecznych z dzwoneczkami świętujących początek lata.
No to już wiemy: Boris wygrał. Co to będzie? Co to będzie??
Muszę jednak przyznać, że Boris jest chyba najzabawniejszym politykiem (choć nie jestem pewna czy w ogóle można go tak nazwać...) o jakim dotąd słyszałam, więc może być całkiem zabawnie. Choć rządzenie tak dużym miastem chyba nie powinno być zabawne dla dobra jego mieszkańców...
Kto to będzie? Kto to będzie?? Ken czy Boris??
Poszliśmy na wybory i wiele rzeczy nas zaskoczyło... Agitacja i rozdawanie ulotek od metra aż po samo wejście do szkoły, w której odbywały się wybory. I nie trzeba pokazywać żadnych dokumentów, za to należy na głos powiedzieć imię i nazwisko. A, krzyżyki zaznacza się ołówkiem...