Kampania wyborcza w Polsce w pełni, więc do nas też przyjechali zachęcając do powrotu do domu, a przede wszystkim wrzucenia losów na nich. Oczywiście poszliśmy zobaczyć co obiecują. No i jak zwykle tylko najedliśmy się wstydu za rodaków (po kilku głębszych) siedzących na sali i wykrzykujących hasła prokaczyńskie. Tylko skoro tym panom tak bardzo się podoba obecny rząd to trochę nie rozumiem dlaczego są w Londynie... A, no i tradycyjne "Sto lat" też oczywiście ktoś zaintonował...
No więc okazało się, że Nigella gotuje w biurze na przeciwko mojego! Niestety żadnych resztek nie dostajemy i na lunch trzeba chodzić po staremu do baru za rogiem. Generalnie jedno wielkie oszustwo, bo przecież z nagrania wynika, że gotuje w domu, a to takie samo biuro jak mojej firmy:( Telewizja kłamie!
Nie ma przebacz - olbrzymi panowie w obcisłych spodenkach latają po francuskim boisku i trzeba się dostosować do reszty społeczeństwa i w pubie wszystkie mecze oglądać. Dobrze, że duży wybór piw mają...;)
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem wytrwałości brytyjskich tabloidów w śledzeniu losów Maddy i jej rodziny. Przez pierwsze trzy miesiące ta sprawa była codziennie na pierwszych stronach wszystkich (naprawdę wszystkich) gazet. Po tak długim czasie nadal jest na okładkach przynajmniej co drugi dzień - ciągle nowe poszlaki, nowe ślady, nowe cytaty, nowe zdjęcia. Czasem to aż przyjemnie odpalić Onet i przeczytać jakże różnorodne ciekawostki z polskiej polityki...
I kolejny festiwal. Tym razem wieczorową porą, na co mój aparat nie jest przygotowany... Nagle zrobiło się bardzo zimno, więc niestety do wielkiego finału nie dotrwaliśmy (przyznaję, to moja wina:).
Trwa modowe szaleństwo i my też mieliśmy iść na jeden pokaz, ale namiot się zapełnił i pomimo zaproszeń i odstania 40min w kolejce już nas nie wpuścili:( Na pocieszenie cyknęłam szybką fotkę przechodzącemu młodzieńcowi.
Spokojnie! Jutro już piątek, czyli mały weekend, a więc jest szansa na wydostanie się z tego pracowego szaleństwa i nie trzeba się wieszać... Tak czy siak los tej różowej pantery mnie wzruszył...
Wzruszyłam się bardzo gdy zobaczyłam ten samochodzik. Dokładnie taki sam unikalny kolor - bordo mat - miał mój pierwszy samochód: maluch zwany blaszaną wisienką:) Jeśli chodzi o wysłużone lata to też widzę tu pewne podobieństwo...
Przy Tamizie pojawiły się gitary kolorowo zdobione i podpisane przez różne gwiazdy. Wszystkie zostaną sprzedane podczas aukcji, a zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne.
Sobota to dzień święty - chcę się wyspać po całym tygodniu ciężkiej pracy.
Niestety ostatnio są z tym trochę problemy. Na przeciwko budują szpital na zbliżającą się Olimpiadę w 2012r, która będzie w tej dzielnicy. W związku z tym w soboty też mamy pobudki skoro świt i od 7.30 rano chłopaki szaleją na budowie.
Jak pewnie się domyślacie jestem tym zachwycona i potem cały dzień mam świetny nastrój...
Idziemy na koncert!:) Za pierwszym razem jak miałam iść na ich koncert w Stanach to go odwołano, bo Mike D złamał nogę jeżdżąc na BMX... Ostatnio grali w Polsce, ale to ja stwierdziłam, że się wyprowadzę do Londynu i też się nie udało. Ale przyjechali! Co prawda dowiedziałam się o tym jak już wykupiono bilety, ale udało się je dostać w drugim obiegu:)
Wieczorny update: było super!!!:) I, jak widać na załączonym obrazku, byłam blisko:)
Tak od dzisiaj przez najbliższe trzy dni będzie wyglądać strona metra. Tak więc jeśli nie będę pisać to znaczy, że utknęłam w jakimś autobusie pomiędzy pracą a domem i dojadę może za 4 godziny...
Postanowiliśmy przejść sie pod Kensington Palace, gdzie wczoraj, w rocznicę śmierci Diany, odbyła się seria uroczystości upamiętniających ją. Brama wejściowa była pokryta kwiatami, jej zdjęciami, wierszami i różnego rodzaju pamiątkami z nią związanymi. I wszyscy milczeli patrząc na nie...