Trochę jestem ostatnio zarobiona, wręcz przygnieciona robotą... Jeśli się zastanawiacie czym jestem tak zajęta to od razu zaspokoję Waszą ciekawość: Bollywoodzkie Oscary. Tak, wiem jak to brzmi...
Rozłożyli długo hodowaną trawkę na Trafalgar Square - słusznie przewidzieli, że przyjdą dzikie tłumy, dlatego od razu zapowiedzieli, że zdejmują ją po dwóch dniach, jeszcze przed weekendem...
Odwiedził nas Andrzej. Trasa wycieczki była prosta - dom, knajpa, pub... Kilka kufli później Andrzej jasno dał nam do zrozumienia, że do kraju wracać nie możemy, bo chce mieć kogo odwiedzać w Londynie. Ok, dostosujemy się.
No więc ni z tego ni z owego pojechałam z pracy do Cannes! Tylko na dwa dni, ale to nie ma znaczenia - było super!:) W Cannes byłam już kilka razy, ale nigdy podczas festiwalu - to miasto jest nie do poznania wtedy, pełne paparazzi...
Wielka zmiana w naszym życiu! Weszliśmy w posiadanie telewizora!!!! Nie, to nie ten widoczny na zdjęciu - ten boombox po prostu chwycił mnie za serce i czym prędzej go uwieczniłam.
Telewizor dostałam od szefowej, bo kupiła sobie nowy. Mamy w nim odtwarzacz kaset wideo (hmmm, czy mogę prosić o dosłanie kilku egzemplarzy tej technologii sprzed lat?? Może ktoś jeszcze ma jakieś na strychu??), 5 kanałów i możemy oglądać już wszystkie brytyjskie wersje Klanu, Na wspólnej itp., więc na pewno zrozumiecie i wybaczycie jeśli nie będę pisać;)
Ta trójka na dancefloorze to nasi współlokatorzy - Alisa, Michał i Magda:)
Byliśmy wczoraj na imprezie w klubie i leciał nawet MC Hammer, Vanilla Ice i Salt'n'Pepa. To tak w ramach ostrzeżenia, bo przecież Londyn wyznacza trendy. Bójcie się.....
No i w końcu pierwszy raz zestaw fish & chips!:) Niestety nie w gazecie, ale za to w "ulubionej knajpie taksówkarzy" (wg jakiejś recenzji), więc jakość najwyższa. Tylko że trochę się ruszać nie mogliśmy po tej porcji, bo tłuszczu to nie żałowali przygotowując danie...
Dzisiaj coś dla miłośników historii: dlaczego spam nazywamy spamem? Jak mi wytłumaczono, wszystko przez tę konserwę dostępną tutaj w każdym szanującym się sklepie.
"SPAM ('SPiced hAM' lub 'Shoulder of Pork And haM') - konserwa produkowana od 1937 roku przez firmę Hormel Foods Corp. Na początku oferowany w 1.5 funtowych puszkach po 15 centów, podczas Wielkiego Kryzysu był często jedynym mięsnym posiłkiem dla rodzin bezrobotnych robotników w USA. Jako produkt o długoletniej tradycji, SPAM jest bardzo korzystnie postrzegany przez konsumentów. Zdaniem niektórych, SPAM przyczynił się też do sukcesów amerykańskich żołnierzy na frontach II Wojny Światowej. Skrót będący nazwą produktu jest zarejestrowanym znakiem towarowym w ponad 100 krajach świata. Używanie go w odniesieniu do spamu powoduje dyskomfort zwłaszcza u starszych osób w USA, które nie rozumieją, dlaczego znakomita konserwa stała się synonimem czegoś niepożądanego czy obraźliwego."
Aha...
Dzisiaj trochę jestem niewyspana i przytłoczona, jakby spadła na mnie olbrzymia kula... Na szczęście ma skrzydełka i zaraz odleci:)
Z każdego wyjazdu przywożę pełno takich głupich zdjęć. Bardzo lubię gdy są tego typu "rzeczy" w mieście, to one decydują o jego atmosferze, bo zabytki nadają jedynie charakter.
Weekend spędziliśmy na łódkach w Małej Wenecji. Kanał, wąskie przejścia, ludzie pchający się tam z wózkami, dzieci machające balonikami, krótko mówiąc: majówka...:)
Londyńscy Sikhowie urządzili imprezę na Trafalgar Square. Na początku, jak to kompletna ignorantka, myślałam, że to dożynki, bo tak jakoś podobnie wyglądało... Ale potem okazało się, że to obchody nowego roku Sikhów - Vaisakhi. Były tańce, śpiewy i kolejki do jedzenia. No to chyba nic dziwnego, że pomyliłam z dożynkami... A, niektóre figury taneczne były naprawdę imponujące.
Dodatkowe info: jak się jeszcze bardziej w to wczytałam to się okazało, że to nie do końca nowy rok, tradycja mówi coś innego, ale w pewnym momencie zaczęłam się w tym gubić...