Jakoś pierwszy raz się dopiero złożyło, że mogliśmy pójść na paradę z okazji dnia Św. Patryka. Było zielono... Niektórzy bardzo się wczuli, a niektórzy zachowali godność...
Niektórzy za to poszli na całego (zielonego).
A niektórzy poszli w ogóle w bardzo dziwnym kierunku...
Kilka lat temu pewien Brazylijczyk został uznany za terrorystę uwikłanego w zamachy w Londynie w lipcu 2005 i w wyniku sporego zamieszania policja zastrzeliła go zaraz obok nas, na stacji Stockwell. Później okazało się oczywiście, że nie miał on żadnego związku z zamachami. Sprawa ciągnie się już od paru lat, szef policji odszedł, ale zamieszanie nadal trwa. A przy stacji powstał taki ołtarzyk.
Każdy spędza Walentynki jak chce. My poszliśmy do klubu bingo. Tak, byliśmy prawie najmłodsi. Ale zdecydowanie polecamy (jednorazowo). I dostaliśmy fajne mazaki do zakreślania liczb. Niestety nie mieliśmy okazji krzyknąć 'bingo':(
Jak się okazuje, East End to dużo więcej niż modne knajpki. Na zapomnianych terenach Tower Hamlets można zobaczyć taki oto mural upamiętniający starcie antyfaszystów z bojówkami Czarnych Koszul Sir Oswalda Mosely'a w 1936r.
Loty odwołane, opóźnienia metra, zamknięte szkoły i ludzie w kaloszach. Prawdziwa panika, bo spadł śnieg i w TV mówili, że prawdziwa śnieżyca. A tak ten dzień wyglądał naprawdę z naszego okna...
I kolejne dziwne wydarzenie w Londynie: coroczny wyścig z puddingiem świątecznym... Już od 26 lat drużyny biegają z puddingiem pokonując różne przeszkody i zbierając pieniądze na Cancer Research UK.
Ale pudding to nie wszystko, muszą się też ładnie przebrać.
Strasznie się rozłożyłam po wizycie w super ciepłej Hiszpanii i nagłym powrocie do chłodnego Londynu, więc w ten weekend niestety tylko herbata i telewizor - i nadrabianie poważnych zaległości na blogu oczywiście...
Weekend bez żadnych planów! Tak w ogóle, żadnych spotkań, nic kompletnie:) Tak więc pół dnia spędziliśmy w centrum handlowym, ale to nudne zdjęcie by było, więc umieszczam takie z fajniejszego sklepu - Cyber Dog na Camden... Tylko dla odważnych (i posiadających zatyczki do uszu).
Co roku ulicami City przebiega ponad 1,000 goryli w słusznym celu ratowania ostatnich 700 górskich goryli gdzieś w Afryce. Na koniec tej przebieżki uczestnicy dostają banana. Mogą też zatrzymać kostium i używać go do woli przez cały następny rok. Wchodzę w to bez namysłu.
Na placu Trafalgar zawsze coś się dzieje - dzisiaj jest to Ratha Yatra, coroczny festiwal rydwanów Hare Kryszna. Kolejka po porcję tikka masala (darmową!) była gigantyczna, ale jeśli się dobrze ręce wyciągnęło to można było jakieś owoce czy ciastka dostać.
Londyńczycy postanowili uczcić pamięć MJ napisami na ścianie National Portrait Gallery. Chyba nie najmądrzejszy to był pomysł, ale cóż... Już rano teren został zabezpieczony i policjanci bronili dostępu do ściany przed napaleńcami z mazakami.
Po miesiącach marudzenia spełniłam marzenie Pawła i poszłam z nim przejść się tunelem pod Tamizą. Ponad 400m chodzenia pod rzeką przy Greenwich. Klaustrofobikom wstęp wzbroniony.
W parku Crystal Palace mają pierwszy na świecie park tematyczny z naturalnej wielkości dinozaurami. Taka tam atrakcja w południowym Londynie, o której mało kto wie.
Stamford Hill to dom największej komuny chasydzkiej w Europie i trzeciej największej na świecie po Izraelu i Stanach. Ale nie ma tam wielu małych sklepików czy restauracji, które charakteryzują inne dzielnice zamieszkałe przez różne grupy etniczne. Sklepów i szkół wyznaniowych naliczyliśmy tylko kilka, a restauracji w ogóle tam nie było. Za to główna ulica jest pełna wielodzietnych rodzin z podwójnymi wózkami.
To akurat nie u mnie w pracy, ale w pewnym sensie ten samotny wojownik w pustym biurze w środku nocy dobrze ilustruje moją obecną sytuację. Niby skrócony tydzień pracy, ale przez te dni kiedy jestem w biurze to w nadgodzinach nadrabiam spokojnie jeszcze ze dwa pełne dni....
Troszkę jestem zmęczona....
Poszliśmy sobie na zakupy i zahaczyliśmy o New Bond St, gdzie wszystko nieco bogaciej wygląda i samochody też takie inne jeżdżą, np. sportowy Rolls-Royce. Nawet poważni panowie z marynarkach przystawali, żeby zdjęcie mu cyknąć...
Chodziliśmy sobie pół dnia po mieście i było trzeba w końcu odpocząć w pubie. Trafił nam się irlandzki, pełen dziwnych rzeczy... Irlandzkie karaoke z kolorową świecącą się rurką, zdjęcia papieża Polaka, wózek z łańcuchem na kłódkę...
Przejścia w centrum są już nie tylko dla pieszych i rowerów, ale również specjalne dla koni z przyciskiem na tyle wysoko, żeby nie było trzeba z konia zsiadać.
W 2012 Olimpiada odbędzie się w Londynie i prace przygotowawcze już się oczywiście zaczęły. Co interesujące, wioska olimpijska i obiekty sportowe powstaną na Stratford, dzielnicy w której my mieszkamy! Budowa szpitala rozpoczęła się w dniu, w którym przyjechaliśmy do Londynu i to na dodatek pod naszymi oknami, na co już się kiedyś na blogu skarżyłam. Stacja metra zamieni się w dworzec, na który będzie przyjeżdżał Eurostar z Paryża, a na stadion będziemy mieli 10min na piechotę. Oczywiście mam nadzieję, że do tego czasu przeprowadzimy się do innej dzielnicy... No ale nie o tym w sumie miało być, tylko o przedsiębiorcach okolicznych, którzy już teraz, cztery lata wcześniej, otworzyli pierwszy hotel olimpijski na Stratford! Rezerwacje na 2012r. już są przyjmowane...
W metrze są wydzielone miejsca dla muzyków i tylko na tych małych wysepkach mogą oni występować. A dostać takie miejsce nie jest łatwo; kilka razy w roku organizowane są przesłuchania, co się na dobrą sprawę chwali, bo poziom całkiem wysoki dzięki temu. Skąd się więc wziął Pan z odkurzaczem grającym na saksofonie?
Rozpoczynam nową serię: nazwy pubów wymyślone w przypływie słabości. Na pierwszy rzut idzie 'Świnka i Fujarka'. O ile piw za dużo wypił tego dnia właściciel??
Dzisiaj Tłusty Wtorek zwany Dniem Naleśnika, czyli taki nasz Tłusty Czwartek. W sumie chodzi o to samo, czyli o pozbycie się wszystkich ciężkich produktów przed postem. Oprócz tego odbywają się też tradycyjne Wyścigi Naleśnikowe, z których niestety kilka w tym roku odwołano ze względów bezpieczeństwa, bo się dzieci z patelniami mogą wywalić. A mogło być tak pięknie:
Już nawet reklama mówi, że albo to uwielbiasz albo nienawidzisz. Ja zdecydowanie to drugie, choć u mnie w pracy wszyscy na maksa smarują tym tosty. Skusiłam się, bo z daleka pachniało nieźle, ale po bliższym zapoznaniu się z brązową masą okazało się, że to takie drożdże do smarowania. Okrutne w smaku...
Za to reklama bardzo trafiona! Brawo dla agencji.
To chyba najciekawsze ogłoszenie jakie kiedykolwiek widziałam... Czyli jest nawet taki zawód???
Inna sprawa, że ciąże wśród nastolatek to tutaj plaga narodowa, ale same nastolatki specjalnie nie narzekają, ponieważ natychmiast trafiają pod opiekę państwa, które jest dla nich bardzo hojne. Tak bardzo, że wszystkie koleżanki biorą z nich przykład i nawet powtarzają to co roku. Tymczasem reszta na to ciężko pracuje...
Dzisiaj wszystko pod górkę, a najbardziej metro... Opóźnienia, zamknięte linie, wypadki, nawet tablica nie chciała funkcjonować prawidłowo! Za to miłe jest to, że za takie numery można się domagać zwrotu za bilet i regularnie co miesiąc przychodzą do nas czeki i przeprosiny od kierownika. W tamtym miesiącu nazbierałam £12!
Anglia to nie Niemcy, ale tutaj też wszyscy chcą być 'zieloni' - przynajmniej teoretycznie... W praktyce oczywiście jest bałagan i na przykład w moim dość nowoczesnym budynku nie ma segregacji śmieci. Za to carbon footprint to główny temat w mediach.
A puszki 'charytatywne' nie tylko zbierają ubrania, ale i nawet książki i płyty osobno.
W ramach tęsknoty za Ojczyzną poszliśmy dzisiaj do polskiej knajpy w POSK-u. Menu w tradycyjnym staropolskim stylu, aż nie mogłam uwierzyć, że ceny są w funtach, bo tak bardzo ten design kojarzył mi się ze złotówkami... Jednak główną atrakcją była Pani krzycząca "numer trzeci!" przez mikrofon, gdy dania były gotowe do odbioru.
Na zdjęciach ta kolejka rzeczywiście nie wyglądała zbyt imponująco, ale na YouTube można oczywiście już znaleźć wiele filmików lepiej ją ilustrujących... Ale pamiętajcie, że to tylko jeden z punktów wyborczych!
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem wytrwałości brytyjskich tabloidów w śledzeniu losów Maddy i jej rodziny. Przez pierwsze trzy miesiące ta sprawa była codziennie na pierwszych stronach wszystkich (naprawdę wszystkich) gazet. Po tak długim czasie nadal jest na okładkach przynajmniej co drugi dzień - ciągle nowe poszlaki, nowe ślady, nowe cytaty, nowe zdjęcia. Czasem to aż przyjemnie odpalić Onet i przeczytać jakże różnorodne ciekawostki z polskiej polityki...
Trwa modowe szaleństwo i my też mieliśmy iść na jeden pokaz, ale namiot się zapełnił i pomimo zaproszeń i odstania 40min w kolejce już nas nie wpuścili:( Na pocieszenie cyknęłam szybką fotkę przechodzącemu młodzieńcowi.
Spokojnie! Jutro już piątek, czyli mały weekend, a więc jest szansa na wydostanie się z tego pracowego szaleństwa i nie trzeba się wieszać... Tak czy siak los tej różowej pantery mnie wzruszył...
Właśnie zakończyła się 8 edycja Big Brothera. Na początku oglądaliśmy to dosyć regularnie w celach poznawczych, ale jakiś miesiąc temu zrobiło się to już tak nudne i irytujące, że przestaliśmy. Jednak dzisiaj oczywiście włączyliśmy telewizor na wielki finał i jestem całkowicie zszokowana wynikiem. Wygrał koleś robiący z siebie maksymalnego durnia, wydający z siebie głównie dźwięki typu heeeee i eeeee oraz twierdzący, że nigdy wcześniej nie słyszał o Szekspirze - wydając tym samym znakomite świadectwo brytyjskiemu szkolnictwu...
Po prostu zwyciężyła głupota albo niezłe aktorstwo...
I tak, w końcu, nareszcie udało mi się zrobić zdjęcie prawdziwemu trainspotterowi! Widuję ich codziennie, z lornetkami, krzesełkami, w grupach i samotnych, nawet deszcz im nie przeszkadza, byleby pociągi jeździły.
Wygląda na naprawdę fantastyczną rozrywkę...
Wokół nas wiele osób tańczyło salsę i inne tańce karaibskie. Albo raczej próbowało tańczyć. My skupiliśmy się na obserwowaniu innych i relaksie na zielonej trawce.
Jako kobieta współczuję kobietom zmuszanym do noszenia przez kilka godzin dziennie butów na różnej wysokości obcasach. Rozumiem, że przez cały dzień marzą tylko o ich zdjęciu i założeniu bardziej wygodnego obuwia zaraz po wyjściu z pracy. Ale czy naprawdę muszą to być białe adidasy???? Noszone do czarnych rajstop, eleganckich spodni czy spódnic w paski??? I jakie wytłumaczenie mają mężczyźni zakładający sportowe obuwie na drogę powrotną do domu?
Pytanie jest otwarte, propozycje odpowiedzi mile widziane.
Dzisiaj coś dla miłośników historii: dlaczego spam nazywamy spamem? Jak mi wytłumaczono, wszystko przez tę konserwę dostępną tutaj w każdym szanującym się sklepie.
"SPAM ('SPiced hAM' lub 'Shoulder of Pork And haM') - konserwa produkowana od 1937 roku przez firmę Hormel Foods Corp. Na początku oferowany w 1.5 funtowych puszkach po 15 centów, podczas Wielkiego Kryzysu był często jedynym mięsnym posiłkiem dla rodzin bezrobotnych robotników w USA. Jako produkt o długoletniej tradycji, SPAM jest bardzo korzystnie postrzegany przez konsumentów. Zdaniem niektórych, SPAM przyczynił się też do sukcesów amerykańskich żołnierzy na frontach II Wojny Światowej. Skrót będący nazwą produktu jest zarejestrowanym znakiem towarowym w ponad 100 krajach świata. Używanie go w odniesieniu do spamu powoduje dyskomfort zwłaszcza u starszych osób w USA, które nie rozumieją, dlaczego znakomita konserwa stała się synonimem czegoś niepożądanego czy obraźliwego."
Aha...
Dzisiaj trochę jestem niewyspana i przytłoczona, jakby spadła na mnie olbrzymia kula... Na szczęście ma skrzydełka i zaraz odleci:)
Z każdego wyjazdu przywożę pełno takich głupich zdjęć. Bardzo lubię gdy są tego typu "rzeczy" w mieście, to one decydują o jego atmosferze, bo zabytki nadają jedynie charakter.
Londyńscy Sikhowie urządzili imprezę na Trafalgar Square. Na początku, jak to kompletna ignorantka, myślałam, że to dożynki, bo tak jakoś podobnie wyglądało... Ale potem okazało się, że to obchody nowego roku Sikhów - Vaisakhi. Były tańce, śpiewy i kolejki do jedzenia. No to chyba nic dziwnego, że pomyliłam z dożynkami... A, niektóre figury taneczne były naprawdę imponujące.
Dodatkowe info: jak się jeszcze bardziej w to wczytałam to się okazało, że to nie do końca nowy rok, tradycja mówi coś innego, ale w pewnym momencie zaczęłam się w tym gubić...
Czy ktoś mógłby powiadomić LPR czy innych tego typu, co się tutaj wyrabia??? Zero szacunku do religii i papież wykorzystany do celów komercyjnych. Po prostu skandal!
;)