Z Kuzynką & Family poszliśmy do Kew Gardens. Być może niezbyt mądra decyzja biorąc pod uwagę stężenie pyłków... Ale przeżyłam.
Było tam dużo kolorowych motylków; niektóre były po prostu gigantyczne. I nie mam na myśli tego na zdjęciu; było kilka większych.
Obecnie główną atrakcją Kew Gardens jest chodzenie wśród koron drzew i podziwianie ich listków z bardzo bliska. Bardzo się na to napaliliśmy, ale w praktyce nie było to takie super jak się spodziewaliśmy.
Aż trudno w to uwierzyć, że w Londynie też może być tak naprawdę gorąco! Więc tak jak cała reszta mieszkańców miasta spędziłam cały dzień w parku. Zapotrzebowanie na zieloną trawkę było bardzo duże i nawet (świeżutko odnowiony) maleńki skwerek na Brixton był cały zajęty.
Kolejny powód dlaczego tak bardzo lubię Londyn: człowiek idzie sobie na otwarcie wystawy w galerii fotografii, a tu nagle zostaje wciągnięty do fabryki malowania paznokci, żeby pomóc szkole kosmetycznej pobić rekord Guinnessa. I w ten sposób załapałam darmowy manicure. Lubię pomagać innym:)
Po dniu Św. Patryka jest dzień patrona Anglii, Św. Jerzego. W pubach oczywiście pełno, a my się wybraliśmy na obchody tego dnia do Ogrodów Św. Jerzego. Miała być niezła impreza. Było...hmmm... Był fajny pomnik.
Dzisiaj mijają trzy lata odkąd mieszkamy w Londynie, a nadal, jak się tak pochodzi, nawet po centrum, ulicami, którymi na co dzień chodzimy, to można napotkać ciekawe i wcześniej nie widziane miejsca, detale.
A oto przykład, że moje poszukiwanie promocji i super ofert może czasem pójść źle... No dobra, może nie zaraz źle, ale niekoniecznie w odpowiednim kierunku...
Od miesięcy natykałam się na plakaty musicalu Chitty Chitty Bang Bang, więc jak się trafiła promocja to kupiłam bilety. No bo przedstawienie na podstawie filmu wyprodukowanego przez ludzi od Bonda, a i napisanego przez Iana Fleminga. Alarm nam się włączył zaraz przed teatrem jak zobaczyliśmy, że wszyscy wokół nas mają po 8 lat... Tak, przedstawienie było dla młodszej publiczności. Ale zapłaciliśmy to zostaliśmy zobaczyć co oferują.
A oferowali dużo jak się okazało. Był latający samochód, który wzbudził poruszenie podczas przerwy gdy w toalecie słyszałam takie oto rozmowy: O jaaaaa, widziałaś, latał! Widziałaś sznurki? Nie. To jak to zrobili? To chyba magia. O jaaa!
Co zapewnia sukces przedstawienia dla dzieci? Żywe zwierzęta. Reakcja na psa była niesamowita. A jak pojawiła się cała gromadka psów to sala wrzała.
Podczas przerwy nie było też kolejki po cydr w barze, za to była przeogromna kolejka po lody.
Za to na mnie największe wrażenie zrobił pan, który całe przedstawienie, łącznie z piosenkami, tłumaczył na język migowy...
Warto było. No i teraz znamy już wszystkie kultowe piosenki z tego filmu.
No dobrze, parada paradą, ale Św. Patryka jest dopiero dzisiaj. Jutro chyba nie będziemy dzwonić do żadnych irlandzkich dziennikarzy... Już dzisiaj od południa to nikogo nie było w żadnej redakcji....
Jakoś pierwszy raz się dopiero złożyło, że mogliśmy pójść na paradę z okazji dnia Św. Patryka. Było zielono... Niektórzy bardzo się wczuli, a niektórzy zachowali godność...
Niektórzy za to poszli na całego (zielonego).
A niektórzy poszli w ogóle w bardzo dziwnym kierunku...
Znalazłam jakiś kupon 2za1, więc skorzystaliśmy i poszliśmy do teatru Globe, repliki teatru szekspirowskiego. Paweł był trochę zawiedziony, bo myślał, że przynajmniej jego elementy będą oryginalne, ale niestety oryginał nawet nie stał w tym miejscu... Ja znowu byłam zawiedziona, bo akurat były próby Macbetha i nie było można robić zdjęć. Więc musiałam jakieś ukraść z netu...
Budynek firmy Prudential z czerwonej cegły robi niesamowite wrażenie. Następnym razem muszę jeszcze cyknąć zdjęcie w środku na dziedzińcu. Aż mi szczęka opadła jak tam byłam za pierwszym razem. I jeden z moich klientów ma tam biuro!
Jak już pewnie zauważyliście, uwielbiam nasz dzielnicowy park Brockwell. Jedno z moich ulubionych miejsc tam to Brockwell Lido Cafe z widokiem na basen. I pyszne śniadania, choć czasem trzeba na nie bardzo długo czekać....
Kilka lat temu pewien Brazylijczyk został uznany za terrorystę uwikłanego w zamachy w Londynie w lipcu 2005 i w wyniku sporego zamieszania policja zastrzeliła go zaraz obok nas, na stacji Stockwell. Później okazało się oczywiście, że nie miał on żadnego związku z zamachami. Sprawa ciągnie się już od paru lat, szef policji odszedł, ale zamieszanie nadal trwa. A przy stacji powstał taki ołtarzyk.
Pozostając w okolicach Tower Hamlets, poszliśmy na pyszny deser w byłej siłowni parowej obecnie robiącej za restaurację i galerię Wapping Project. Jedzenie, sztuka i maszyny.
Jak się okazuje, East End to dużo więcej niż modne knajpki. Na zapomnianych terenach Tower Hamlets można zobaczyć taki oto mural upamiętniający starcie antyfaszystów z bojówkami Czarnych Koszul Sir Oswalda Mosely'a w 1936r.
Po raz pierwszy wybraliśmy się do Saatchi Gallery i na pewno będziemy tam częściej bywać. Hmmm, choć może tak łatwo było mi namówić Pawła, bo wystawa nosiła tytuł 'Imperium kontratakuje'... Bardzo sprytnie z mojej strony. Nie była to jednak wystawa plakatów z Lordem Vaderem, a współczesna sztuka indyjska. Całkiem interesująca...
W sąsiednim Brockwell Park, na górce, jest też historyczny zegar. Stwierdziłam, że zdjęcie pasuje do wpisu o tym, że na nic kompletnie nie mam czasu i praca zdominowała moje życie...
Peggy wyłapała jakąś promocję na kolację + teatr i poszłyśmy na Stomp. Grupa grająca na wszystkim – od zapalniczek Zippo aż po kosze na śmieci, więc zasnąć podczas występu jest ciężko, nawet w czwartek wieczór po ciężkim dniu...
Zawsze twierdziłam, że nasza dzielnica, a szczególnie sąsiedni Brockwell Park, są bardzo dzieci friendly. Państwo Serafińscy to potwierdzili. Oczywiście najbardziej nas ucieszyło, że bar obok parku też był dzieci friendly...
W Barbican Gallery można obejrzeć instalację Roberta Kuśmirowskiego, który stworzył bunkier z czasów drugiej wojny światowej. Uznaliśmy, że naszym patriotycznym obowiązkiem jest go zobaczyć.
Zimą wiadomo, że najlepszy jest grzaniec. Ale w tym sezonie skupiam się na grzanym cydrze, a nie winie. A po takowy najlepiej iść na Borough Market, gdzie przy okazji można zjeść pyszne rzeczy.
Loty odwołane, opóźnienia metra, zamknięte szkoły i ludzie w kaloszach. Prawdziwa panika, bo spadł śnieg i w TV mówili, że prawdziwa śnieżyca. A tak ten dzień wyglądał naprawdę z naszego okna...
W mediach afera, bo ponoć naukowcy z brytyjskiego uniwersytetu manipulowali danymi na temat zmian klimatu. Tymczasem ulicami Londynu przechodzi kolejna wielka demonstracja przeciwko zmianom klimatu wywołanymi przez człowieka.
I kolejne dziwne wydarzenie w Londynie: coroczny wyścig z puddingiem świątecznym... Już od 26 lat drużyny biegają z puddingiem pokonując różne przeszkody i zbierając pieniądze na Cancer Research UK.
Ale pudding to nie wszystko, muszą się też ładnie przebrać.
Muzeum Historii Naturalnej zainwestowało sporo w nowe Centrum Darwina. Jeszcze nie jest skończone, ale już można oglądać część wystawy w olbrzymim jajku-kokonie. W tym samym miejscu mieszczą się również laboratoria, więc można też oglądać naukowców w pracy, a nawet zadawać im pytania przez szybę. Ale ponieważ dziś sobota to niestety nikogo w pracy nie było:(
W olbrzymiej sali turbinowej Tate Modern można obecnie wejść do czarnej dziury, instalacji 'How it is' by Miroslaw Balka. Na pewno jest tam ciemno. Chyba że akurat jakiś idiota robi zdjęcie z flaszem pomimo zakazu.
Namioty z demonstrantami pod parlamentem uważam za jeden z oficjalnych zabytków Londynu. Choćby dlatego, że są tam od zawsze i są równie często fotografowane przez turystów co Big Ben.
Czas iść na świąteczne zakupy! Sezon uważam oficjalnie za otwarty, bo ozdoby świąteczne pojawiły się już w każdym sklepie, a nawet słyszałam pierwsze świąteczne melodie...
A, no i oczywiście wszechobecne reklamy perfrum i PS3 w telewizji są wyznacznikiem sezonu....
Temperatura spadła, mój kaszel wzrósł, najchętniej cały dzień spędziłabym w domu na bujanym fotelu (choć może nieco wygodniejszym niż ten na Camden), ale niestety, praca czeka...
W Tate Modern jest super wystawa. Mimo że sporo już pop artu widziałam to i tak było bardzo dużo nowych i ciekawych rzeczy. Było też kilka takich szokujących eksponatów.... Tylko dla dorosłych...
A, i jest polski akcent - kontrowersyjni Naziści Uklańskiego, co to je kiedyś Olbrychski szpadą potraktował....
Natomiast na zdjęciu poniżej oczywiście Keith Haring.
Co roku ulicami City przebiega ponad 1,000 goryli w słusznym celu ratowania ostatnich 700 górskich goryli gdzieś w Afryce. Na koniec tej przebieżki uczestnicy dostają banana. Mogą też zatrzymać kostium i używać go do woli przez cały następny rok. Wchodzę w to bez namysłu.
Jak się okazuje knajpa w POSK-u jest zamknięta w poniedziałki, więc następne miejsce spotkania (nieoficjalnej) łódzkiej grupy odbyło się w Barze Polskim. Wady: mały wybór jedzenia. Zalety: nie trzeba jechać setki kilometrów District Line na Hammersmith...
W ramach corocznego wydarzenia Open House, swojego rodzaju wystawy architektonicznej, Londyńczycy mają okazję wybrać się do jednego z 700 budynków i zwiedzić je od zaplecza. Do wyboru między innymi ambasady, teatry, budynki rządowe i wojskowe, szpitale, dworce, liczne historyczne domy i rezydencje, galerie, obiekty sportowe i pełno innych. My wybraliśmy przepompownię... I przy okazji obejrzeliśmy olbrzymie zbiorniki retencyjne trzymające wodę dla Londynu. I po drodze spotkaliśmy też maleńkie kuce:) Było super.
Dzisiaj mija rok od oficjalnego początku kryzysu, czyli upadku Lehman Brothers, kiedy 5,000 osób w Londynie straciło pracę z dnia na dzień. Media podają, że londyńskie metro ma dziurę w budżecie, bo mniej osób każdego dnia dojeżdża do City i na Canary Wharf. No i oczywiście wszystkie programy pokazują dokumenty typu 'co się naprawdę wydarzyło?' i 'i co dalej?'. Jak się okazuje, wiele osób odnalazło szczęście i porzuciło swoje wyczerpujące kariery finansowe i oddało się hodowli kwiatków, połowom ryb i życiu na barce - przynajmniej tak jest wg mediów...
Na koniec Thames Festival Francuzi przygotowali ogród ognia przed Tate Modern.
Było dużo ognia i mruczenia francuskich piosenek, tylko że ja myślałam, że te wszystkie ogniowe rzeczy będą się ruszać, kręcić i w ogóle trochę to sobie nieźle wymyśliłam, a było dosyć statycznie...
Nie, to nie są pola gdzieś 100km poza miastem lecz park w północnym Londynie. Taki trochę buszowaty i naprawdę można się w nim odciąć od ludzi. A potem wrócić metrem do domu.
Ano, żyje się... Kozy, owce, krowy, kaczki i koguty... Takie atrakcje nam tutaj serwują w parku obok. Oprócz tego pełno jedzenia ze wszystkich stron świata (choć głównie z Karaibów), kilka scen i lokalny cydr. Dla każdego coś dobrego:)
Urodziny Pawła świętowaliśmy w Thorpe Park na górskich kolejkach. Takich bardzo wysokich, szybkich i przerażających górskich kolejkach. Typu 150km/h w dwie sekundy. Dwie sekundy!!!!Nadal ledwo oddycham i na żołądku mi coś siedzi...
PS Spokojnie, nie zasypujcie go na razie życzeniami;) Urodziny są tak naprawdę 28-ego, ale akurat świeciło słońce, więc było trzeba wykorzystać tę rzadką okazję.
PS 2 Zdaję sobie sprawę, że napisałam, że świeciło słońce, a umieściłam zdjęcie z zachmurzeniem, ale to ponieważ na szczęście na chwilkę się przyciemniło, dzięki czemu lepiej udało mi się oddać dramatyzm sytuacji.
Bastylii, a właściwie to rewolucji francuskiej. Był piknik, DJ-e, gra w bule oraz (nielubiany przeze mnie) Ricard. I przy tym wszystkim tylko się zastanawialiśmy, dlaczego polska impreza w Londynie nie może być taka....
Z jakiegoś powodu co roku ciągnie mnie na tę paradę :) Choć potem odwracam się w drugą stronę spragniona kolejnych widoczków, a tu takie rozczarowanie...
Na placu Trafalgar zawsze coś się dzieje - dzisiaj jest to Ratha Yatra, coroczny festiwal rydwanów Hare Kryszna. Kolejka po porcję tikka masala (darmową!) była gigantyczna, ale jeśli się dobrze ręce wyciągnęło to można było jakieś owoce czy ciastka dostać.
Londyńczycy postanowili uczcić pamięć MJ napisami na ścianie National Portrait Gallery. Chyba nie najmądrzejszy to był pomysł, ale cóż... Już rano teren został zabezpieczony i policjanci bronili dostępu do ściany przed napaleńcami z mazakami.
W parku Hampstead odbywa się w ten weekend piknik wiktoriański ze smakołykami, pokazami technologii wojskowej oraz rozrywek z tej epoki. Ponoć hula hop było wtedy bardzo popularne...
Po miesiącach marudzenia spełniłam marzenie Pawła i poszłam z nim przejść się tunelem pod Tamizą. Ponad 400m chodzenia pod rzeką przy Greenwich. Klaustrofobikom wstęp wzbroniony.
W parku Crystal Palace mają pierwszy na świecie park tematyczny z naturalnej wielkości dinozaurami. Taka tam atrakcja w południowym Londynie, o której mało kto wie.
Sprawa wydała nam się podejrzana jak zobaczyliśmy trzy klasyczne Mini jadące ulicą. A potem było ich dużo więcej. Okazało się, że właśnie odbywa się coroczny wyścig Londyn-Brighton. W podróż ruszają dopiero jutro, a póki co setki właścicieli Mini zebrały się w parku i podziwiają swoje nawoskowane autka.
Londyn został ostatnio pochwalony przez Bardzo Ważną Komisję za postępy w przygotowaniu do Olimpiady w 2012. Polskie chłopaki pracują w dzień i w nocy.
A jak tam idzie z budową podobnych obiektów w Polsce na 2012?;)
Stamford Hill to dom największej komuny chasydzkiej w Europie i trzeciej największej na świecie po Izraelu i Stanach. Ale nie ma tam wielu małych sklepików czy restauracji, które charakteryzują inne dzielnice zamieszkałe przez różne grupy etniczne. Sklepów i szkół wyznaniowych naliczyliśmy tylko kilka, a restauracji w ogóle tam nie było. Za to główna ulica jest pełna wielodzietnych rodzin z podwójnymi wózkami.
Wielkanoc tutaj zaczyna się już w piątek, więc już od dzisiaj odpoczywaliśmy. Wybraliśmy się do Muzeum Brytyjskiego, gdzie poza milionem eksponatów można podziwiać ten dach. Za każdym razem robi wrażenie.
Oczywiście po zwiedzeniu trzech sal już się zmęczyłam z przeładowania informacjami - zwiedzenie całego muzeum zajmie mi przynajmniej 20 lat...
Główny meczet Londynu zbudowany w 1978r. znajduje się zaraz przy parku Regent's. Jego kopuła chyba nigdy nie była odnawiana, ale przy odpowiednim świetle nadal się nieźle prezentuje.
Zamieszki na ulicach, przyjazdy i odjazdy limuzyn na żywo w telewizji i bankierzy z zakazem chodzenia w garniturach do pracy (tak na wypadek, żeby nie zostali rozpoznani, bo mogą paść ofiarą wściekłego tłumu), czyli spotkanie G20 w Londynie.
Wspominałam kiedyś, że to jest jedno z moich ulubionych miejsc w Londynie? No więc jest. I to od pierwszego razu jak byłam w Londynie wiele lat temu. Po prostu podoba mi się idea posiadania takiego balkonu. I najlepiej jeszcze mieszkań po obu jego stronach:) Na dodatek ta lokalizacja zaraz przy Tamizie...
Ciekawostka dla tych co filmy oglądają: Bridget Jones jakoś pod tymi balkonami się całowała.
Praca zawiodła mnie do centrum dowodzenia Wielką Brytanią, czyli do Westminster. Nie sądziłam, że będzie można tam gdziekolwiek robić zdjęcia, więc na wszelki wypadek nie wzięłam aparatu, żeby nie powodować zamieszania przy prześwietlaniu torebki. Jednak okazało się, że w najciekawszym miejscu w tym budynku można robić zdjęcia, więc szybko uruchomiłam mój telefon. Stąd ta jakość... Tak więc musicie mi uwierzyć na słowo, że Westminster Hall jest niesamowity. Rzeźbiony drewniany sufit robi wrażenie.
Jako autorka poczytnego bloga o Londynie (tak, tak, to wychodzi ze statystyk) zostałam zaproszona na wycieczkę po nowej atrakcji miasta, takiej specjalnej dla turystów z dziećmi. Połowa jest edukacyjna i można szybko sobie przerobić historię miasta. Druga połowa ma być straszna - ale to raczej straszna dla dzieci.
Coś co naprawdę zrobiło na mnie wrażenie to aktorzy przedstawiający historię mostu i Londynu - pojechani na maksa i każdy jeden miał ADHD....
Jedna uwaga: tylko dla osób bardzo dobrze znających angielski i nieźle sobie radzących z różnymi akcentami.
W Tate Britain można podziwiać prace nagrodzone i nominowane do Turner Prize. Niestety, żadna z nich nie nadaje się do zamieszczenia na moim blogu. Bo ja ich po prostu nie rozumiem, ani mi się nie podobają...
Za to ze stałej kolekcji mysz z karabinem przynajmniej jest interesująca:)
W tamtym roku nie udało nam się, ale w tym roku daliśmy radę dotrzeć na noworoczną paradę, na której prezentują się wszystkie dzielnice Londynu oraz goście z Ameryki z orkiestrami.
Masowa wyprzedaż, puste półki, kilometrowe kolejki do kasy, 807 sklepów w całym kraju do likwidacji, prawie 30 tysięcy ludzi bez pracy, koniec blisko stuletniej firmy - kolejny dzień kryzysu...
Wzięłam sobie dzisiaj wolne, żeby wykorzystać cały urlop dostępny w tym roku. Paweł też, ale on i tak ma jeszcze pełno dni do wykorzystania, które na szczęście może odsprzedać firmie.
W ramach pocieszenia się w kryzysie poszliśmy obejrzeć instytucję, o której tu się ciągle ostatnio mówi: Bank of England. A tam same atrakcje oczywiście - inflacja, banknoty, stopy procentowe... Ale i 13 kilogramów złota do podniesienia też było:)
Dom towarowy Debenhams znowu wygrał w tym roku w moim osobistym konkursie na najlepszą wystawę świąteczną... To tylko obraz, ale te wszystkie figurki się ruszają i muzyczka też jest. Radocha na maksa...
Po wczorajszych obchodach polskiego Dnia Niepodległości, dzisiaj jego angielska wersja, czyli Dzień Pamięci. Tradycyjnie pod Opactwem Westminsterskie pojawiają się rzędy krzyży.
Diwali to jedno z głównych świąt hinduskich i muszę przyznać, że miałam pewne oczekiwania z nim związane, ponieważ jest to święto lamp. Spodziewałam się tysiąca lamp na placu Trafalgar, a niestety było to samo co zwykle na każdym z festiwali, czyli scena, telebimy, przemówienie burmistrza, namioty z jedzeniem i tysiące ludzi. A zamiast lamp wypuścili baloniki w powietrze. Chyba jednak skoncentruję się na chodzeniu na parady - troszkę więcej się na nich dzieje...
Drinki piątkowe to tradycja, o której już pisałam. Jednak na Canary Wharf ostatnio został do nich dodany nowy toast: za to, że udało nam się dotrwać do końca kolejnego tygodnia bez zwolnienia z pracy....
Coś mi się ostatnio z tego zrobił 'travel blog' zamiast bloga 'Magda w Londynie'.... Tak więc dzisiaj trochę klasyki i wejście do Muzeum Historii Naturalnej.
Kolejny kawałek ziemi w Londynie został sprzedany pod biurowce. Szkoda tylko, że to oznacza wyburzenie po 75 latach dotąd jedynego w mieście toru z wyścigami psów. Na pożegnalny wieczór zwaliły się dzikie tłumy, a psy biegały super szybko. To był moment...
Oczywiście obstawialiśmy po nazwach psów. Pennys Chapter czy Roswell Startrek biegały słabo, ale już na przykład Bingo Panda i Seamies Gambler przyniosły mi szczęście i w sumie przytuliłam £4,20 :)
Urządziłyśmy sobie wycieczkę śladami Banksy'ego podziwiając jego dokonania na ścianach budynków. Szkoda tylko że inni nie potrafią tylko podziwiać i musieli zniszczyć jego pracę dopisując/domalowując jakieś głupoty...
Przy tym następnym należą mu się dodatkowe gratulacje za stworzenie tego na bardzo małej przestrzeni nad brzegiem kanału. Aż dziwne że się do niego nie ześlizgnął...
No i przy tym ostatnim już się bardzo wkurzyłam, ponieważ jakiś idiota zamalował plastikową torebkę Tesco powiewającą nad głowami dzieciaków niszcząc tym samym sens tego graffiti.
Niedzielę spędziłyśmy już spokojnie na drobnych zakupach i na pikniku na Greenwich. Piknik to może za dużo powiedziane, ale pączki i lekkie piwko było, no i co najważniejsze wypróbowaliśmy mój nowy profesjonalny kocyk piknikowy:)
Poszliśmy sobie na zakupy i zahaczyliśmy o New Bond St, gdzie wszystko nieco bogaciej wygląda i samochody też takie inne jeżdżą, np. sportowy Rolls-Royce. Nawet poważni panowie z marynarkach przystawali, żeby zdjęcie mu cyknąć...
Pierwsza podróż służbowa Pawła w nowej pracy w kierunku wschodnim - do Warszawy... Będzie świeża dostawa wafelków Prince Polo:)
Ale najpierw odjazd z olbrzymiego St. Pancrass. Spokojnie, pociągiem jedzie tylko na lotnisko...
Banksy skrzyknął grupę niezłych graficiarzy z całego świata i zorganizował Cans Festival w starym tunelu Eurostaru. Ta unikalna (rzadko tego słowa używam, ale w tym przypadku naprawdę trzeba) wystawa była dostępna tylko przez trzy dni, więc dzikie tłumy ciągnęły i w kolejce staliśmy chyba dwa godziny. Ale było warto:) Już teraz mówi się, że to wydarzenie roku w Londynie, gdzie przecież trochę się dzieje....
Więcej zdjęć będzie można zobaczyć w majowym albumie.
No to już wiemy: Boris wygrał. Co to będzie? Co to będzie??
Muszę jednak przyznać, że Boris jest chyba najzabawniejszym politykiem (choć nie jestem pewna czy w ogóle można go tak nazwać...) o jakim dotąd słyszałam, więc może być całkiem zabawnie. Choć rządzenie tak dużym miastem chyba nie powinno być zabawne dla dobra jego mieszkańców...
W mediach nadal wielkie dyskusje, bo nie mogą się zdecydować czy mamy kryzys czy też nie, a w tym czasie 12 'ogórków' pełnych pracowników w drogich garniturach zwalniają...
Żeby dostać licencję na alkohol w Polsce to trzeba znajdować się w sporej odległości od szkoły czy kościoła, a tutaj proszę, niby islam zabrania alkoholu, ale Guinness w pubie pod meczetem jest dostępny.
Z okazji 90-lecia RAF-u latało nad miastem trochę samolotów popisujących się wypuszczaniem dymu. Od nas z okien widok był raczej średni (góra), ale w centrum szczęśliwcy mogli niezłe fotki cyknąć.
Chodziliśmy sobie pół dnia po mieście i było trzeba w końcu odpocząć w pubie. Trafił nam się irlandzki, pełen dziwnych rzeczy... Irlandzkie karaoke z kolorową świecącą się rurką, zdjęcia papieża Polaka, wózek z łańcuchem na kłódkę...
Ledwo postawiono na Trafalgar Square nowy kawałek sztuki, który zastąpił kobietę bez rąk, a już wszyscy debatują nad następnym 'projektem', który za jakiś rok zajmie to miejsce. Oczywiście pełno kontrowersji wokół każdego z nich... Ten też był strasznie krytykowany i przy deszczowej pogodzie wygląda rzeczywiście strasznie. Ale jak słonko zaświeci to pod odpowiednim kątem ma to nawet sens:)
Po Rosjanach dziś Chińczycy witali Nowy Rok - Rok Szczura.
Zaliczyliśmy już dosyć sporo parad w Londynie i zgodnie stwierdziliśmy, że najlepsza jak dotąd była ta gejów w czerwcu. Kolorowo, niezła muzyka, dobrze zorganizowana, fajne gadżety, dużo się działo i nawet deszcz nie przeszkodził bawić się.
No ale tymczasem chińska parada:
Pogoda w weekend na maksa dopisała i było 13 stopni w cieniu, więc wybraliśmy się na spacer do okolicznych dzielnic. Okazało się, że mieszkamy całkiem blisko stadionu West Ham i możemy chodzić na piechotę na mecze. Akurat był mecz i całe rodziny ciągnęły tam, a konie miały kaski na łbach. Tylko niezbyt rozumiem co ten koleś sprzedawał - program meczu??
To już ostatnie chwile lodowisk w różnych częściach Londynu. Właściwie temperatura w ciągu dnia nigdy tutaj nie spadła poniżej zera, ale od jakiś dwóch tygodni jest ciągle powyżej 10, więc już naprawdę muszą je zlikwidować.
Na lodowisku pod Muzeum Historii Naturalnej bilety są już rano wyprzedane do przynajmniej godziny 17.
Większa imprezka na Trafalgar Square: rosyjski nowy rok. Zjechało się trochę gwiazd, przyszedł dziki tłum ludzi, ale co dziwne wódki nie serwowano. Tak więc poszliśmy do pubu obok;)
W końcu poszliśmy do jakiegoś muzeum. Cały czas odkładałam to na deszczowe dni, ale jak takie nadeszły to w ogóle nie chciało nam się wychodzić...
Tak czy siak na pierwszy ogień poszło muzeum Victorii i Alberta, które pokazuje co udało im się nakraść z całego świata przez setki lat podbojów... Brzmi brutalnie, ale cóż, zbiory są okazałe i kraje, z których pochodzą, bardzo chciałyby je z powrotem.
Ta sala zrobiła chyba na mnie największe wrażenie rozmiarami wywiezionych rzeczy...
No i specjalnie coś dla Gosi - jak mieszkałaś przy tej katedrze w Santiago de Compostella to zauważyłaś, że brakuje drzwi? Odnalazłam je tutaj!
Tym razem Państwo Jaszeccy zawitali do Londynu na weekend. Karolina ciężko pracowała, a my w tym czasie siedzieliśmy w pubie:) No dobra, trochę sztuki też było, bo poszliśmy do Tate zobaczyć dziurę w ziemi.
Słowo 'konsumpcja' nabrało nowego znaczenia gdy zobaczyłam ten dziki tłum ludzi robiących zakupy na Oxford St. i w jej okolicach. Władze miasta zamknęły trzy ulice, żeby pieszym wygodniej było kupować i na pewno przyniosło to rezultaty: wydano £100 000...
...były fajerwerki z okazji udaremnionego 401 lat temu zamachu fanatyków katolickich pod kierownictwem Guy'a Fawlkesa na niezawisły parlament Albionu. Nasza reprezentacja oczywiście tam była - na pokazie fajerwerków oczywiście a nie z Guy'em.
Idziemy sobie przez park niczego nie podejrzewając, a naszym oczom ukazuje się takie coś kolorowe, złocone, świecące... Szkoda tylko że słoneczka nie było, więc niestety jakość zdjęć dosyć średnia:(
Dopiero od wczoraj siedzę w domu i szukam pracy, więc jeszcze się nie przyzwyczaiłam do ilości czasu i nie mam uporządkowanego dnia. Ale dzisiaj sobie przypomniałam, że przecież mogę wolny czas wykorzystać na aktualizację bloga, więc czym prędzej wrzucam fotkę i wracam do wysyłania aplikacji.
I kolejny festiwal. Tym razem wieczorową porą, na co mój aparat nie jest przygotowany... Nagle zrobiło się bardzo zimno, więc niestety do wielkiego finału nie dotrwaliśmy (przyznaję, to moja wina:).
Przy Tamizie pojawiły się gitary kolorowo zdobione i podpisane przez różne gwiazdy. Wszystkie zostaną sprzedane podczas aukcji, a zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne.
Tak od dzisiaj przez najbliższe trzy dni będzie wyglądać strona metra. Tak więc jeśli nie będę pisać to znaczy, że utknęłam w jakimś autobusie pomiędzy pracą a domem i dojadę może za 4 godziny...
Postanowiliśmy przejść sie pod Kensington Palace, gdzie wczoraj, w rocznicę śmierci Diany, odbyła się seria uroczystości upamiętniających ją. Brama wejściowa była pokryta kwiatami, jej zdjęciami, wierszami i różnego rodzaju pamiątkami z nią związanymi. I wszyscy milczeli patrząc na nie...
Dzisiaj mieliśmy długo oczekiwany przedłużony weekend i karnawał na Notting Hill. Była kolorowa parada, cała dzielnica dudniąca muzyką, dzikie tłumy, niezliczona liczba straganów z jedzeniem i scen z różnymi gatunkami muzyki oraz ludzie bawiący się w jej rytm na każdym dostępnym centymetrze Notting Hill.
Wnioski na przyszły rok: przynieść piwo ze sobą, bo te kolejki po wszystko były przegięciem...
Odrobina Indii w Londynie. W sumie to nie taka odrobina, tylko 26 tysięcy kawałków piaskowca z Bułgarii i marmuru z Włoch, wszystkie przewiezione do Indii, tam obrobione i potem z powrotem do Europy... W środku całkowity zakaz robienia zdjęć, tak więc fotki tylko z zewnątrz, choć wnętrza też robiły wrażenie.
Dzisiaj się dowiedziałam, że na mecz rugby należy się przebrać, najlepiej zespołowo, następnie pójść do baru blisko stadionu i razem z kilkoma setkami innych fanów wypić po kilkanaście piw i zostawić po sobie niezły bałagan w całej dzielnicy, a następnie z pieśnią na ustach przemaszerować na stadion i siedzieć tam przez kilka godzin w pełnym słońcu dalej się drąc:)
Dzisiaj było bardzo kulturalnie, poszliśmy na West End na musical. Spektakl wesoły (Drowsy Chaperone), miejsca bardzo dobre (spokojnie, bilety dostaliśmy w prezencie...), ale przede wszystkim wrażenie robi sam teatr - Novello Theatre z niesamowitymi balkonami i dekoracjami.
Agata była w delegacji w Londynie i spotkałyśmy się na pogawędki, ale jak sierota zapomniałam pstryknąć wspólne zdjęcie:( Tak więc zdjęcie jest z mojej drogi powrotnej z miejsca spotkania, czyli Canary Wharf.
Przyjechał Milan w krótkie odwiedziny i poszliśmy na paradę. Pride London - parada mniejszości seksualnych. Polska pojawiła się w przemówieniu zarządzającego Londynem - wymieniona razem z Estonią, Mołdawią i Rosją. Bo to są kraje, w których nie przestrzaga się praw człowieka (to według transparentów Amnesty International). Pozostali mogli być dumni.
Jajka są tutaj tematem bardzo na czasie - toczy się wielka dyskusja, ponieważ zakazano ich reklamy w telewizji. Tłuste mleko prosto od krowy też napotyka problemy z promocją. Bo niby niezbyt zdrowe... Oczywiście z reklamą alkoholu nie ma problemu. I dlatego mi się tutaj podoba:)
Wielka inwestycja, wielkie pieniądze, wielka porażka... Ponownie wielka inwestycja, ponownie wielkie pieniądze, a teraz czekamy co z tego będzie... Dzisiaj było głośne re-otwarcie, wieczorem koncert Bon Jovi, we wtorek Jason Donovan, a we wrześniu Take That. Zapraszam...;)
Rozłożyli długo hodowaną trawkę na Trafalgar Square - słusznie przewidzieli, że przyjdą dzikie tłumy, dlatego od razu zapowiedzieli, że zdejmują ją po dwóch dniach, jeszcze przed weekendem...
Od czasu poprzedniej wizyty w Londynie jednym z moich ulubionych miejsc jest Tate Gallery - po części to pewnie przez podobieństwo do pofabrycznej Łodzi (choć skala oczywiście inna...), no i przede wszystkim ze względu na zawartość. Tak więc na pewno będzie tutaj więcej zdjęć z Tate.