Pozostając w okolicach Tower Hamlets, poszliśmy na pyszny deser w byłej siłowni parowej obecnie robiącej za restaurację i galerię Wapping Project. Jedzenie, sztuka i maszyny.
Jak się okazuje, East End to dużo więcej niż modne knajpki. Na zapomnianych terenach Tower Hamlets można zobaczyć taki oto mural upamiętniający starcie antyfaszystów z bojówkami Czarnych Koszul Sir Oswalda Mosely'a w 1936r.
Po raz pierwszy wybraliśmy się do Saatchi Gallery i na pewno będziemy tam częściej bywać. Hmmm, choć może tak łatwo było mi namówić Pawła, bo wystawa nosiła tytuł 'Imperium kontratakuje'... Bardzo sprytnie z mojej strony. Nie była to jednak wystawa plakatów z Lordem Vaderem, a współczesna sztuka indyjska. Całkiem interesująca...
W sąsiednim Brockwell Park, na górce, jest też historyczny zegar. Stwierdziłam, że zdjęcie pasuje do wpisu o tym, że na nic kompletnie nie mam czasu i praca zdominowała moje życie...
Kilka piw na urodzinach czterech Australijczyków, w tym Tash. Na chwilę przed Dniem Australii. Dość kontrowersyjnie sprzedaliśmy antyaustralijski dowcip - spodobał się. Więc chyba można go rozpowszechniać?
Dlaczego w Wielkiej Brytanii jest tylu Australijczyków? Bo przestępcy zawsze wracają na miejsce zbrodni.
;)
W ramach szukania inspiracji podróżniczych po Wielkiej Brytanii poszliśmy na wystawę zdjęć 'Take a View. Landscape Photographer of the Year'. Niesamowite zdjęcia, niesamowite miejsca. Być może dość kontrowersyjnie nas zainspirowało zdjęcie Szkocji, więc tam się wybierzemy w maju:)
Oczywiście wszelkie prawa zastrzeżone. Photo by John Parminter.
Peggy wyłapała jakąś promocję na kolację + teatr i poszłyśmy na Stomp. Grupa grająca na wszystkim – od zapalniczek Zippo aż po kosze na śmieci, więc zasnąć podczas występu jest ciężko, nawet w czwartek wieczór po ciężkim dniu...
Sądziłam, że czasy wykładów i prac do napisania są już dawno za mną. A jednak nie... Dzisiaj miałam pierwsze zajęcia w ramach studiów Diploma in Public Relations. Cóż, można w sumie powiedzieć, że sama sobie zgotowałam ten los, ale z drugiej strony chyba nie do końca byłam świadoma ile będą ode mnie wymagać...
Tak czy siak bardzo się cieszę, że mam szansę na zdobycie w końcu jakiegoś brytyjskiego i w sumie najważniejszego PRowskiego papierka. Choć za kilka miesięcy będę nieźle kwiczeć...
Zawsze twierdziłam, że nasza dzielnica, a szczególnie sąsiedni Brockwell Park, są bardzo dzieci friendly. Państwo Serafińscy to potwierdzili. Oczywiście najbardziej nas ucieszyło, że bar obok parku też był dzieci friendly...
W Barbican Gallery można obejrzeć instalację Roberta Kuśmirowskiego, który stworzył bunkier z czasów drugiej wojny światowej. Uznaliśmy, że naszym patriotycznym obowiązkiem jest go zobaczyć.
Zimą wiadomo, że najlepszy jest grzaniec. Ale w tym sezonie skupiam się na grzanym cydrze, a nie winie. A po takowy najlepiej iść na Borough Market, gdzie przy okazji można zjeść pyszne rzeczy.
W tym roku noworocznymi gośćmi są Andrzej i Agata. Póki co wyglądają na zadowolonych:) To pewnie dlatego, że wzieliśmy ich do hinduskiej knajpy, do której się przychodzi z własnym alkoholem...
Już zaraz udajemy się na tydzień do polskiego centrum żywności:) Ponoć mama dzika zrobiła...
Będę zajęta jedzeniem, więc na blogu nic sie dziać nie będzie aż do 30 grudnia.
Spokojnych Świąt!